San Diego, rok 1960. Dziennikarz Paul Kemp przyjmuje posadę w miejscowej prasie prowadzonej przez pana Lottermana. Tan popijając rum i poznając Hala Sandersona - przedsiębiorcę, zostaje wplątany w jego plany mające na celu zbudowanie hotelu na prywatnej wyspie...
Adaptacja debiutanckiej powieści Huntera S. Thompsona. Jeśli sugerując się zwiastunami spodziewaliście się odjechanej komedii, to możecie być mocno rozczarowani. Nawet jeśli pojawia się humor, to jest on oparty na absurdalności sytuacji i nieprawdopodobnych zbiegów okoliczności. Reżyser Bruce Robinson przy okazji pokazuje jak to się stało, że w Portoryko zagarnięto najpiękniejsze obszary wyspy pod budowę luksusowych hoteli i pozbawienia autochtonów naturalnego dziedzictwa, choć nie jest dla niego najważniejsze. Ważne są alkohol, obserwacja sytuacji i piękno wyspy (dobre zdjęcia Dariusza Wolskiego), okraszone jazzową muzyką Christophera Younga. Problem w tym, że niewiele z tego wynika i niespecjalnie nas to angażuje.
Zagrane zaś jest to całkiem przyzwoicie. Można się czepiać, że Johnny Depp niczym nie zaskakuje, ale ogląda się go naprawdę nieźle. Kemp to cyniczny facet, który chce pisać dla kasy i porzucił ideały. Jego przemiana w faceta, który głośno mówi o kantach ... czytaj dalej...
Ogólnie pojęta muzyka świata ciągle potrafi zaskoczyć. Tak jak mnie, gdy pojawiła się plyta niejakiej Yuny - 26-letniej wokalistki z Malezji, której druga płyta wyszła w USA i trafiła też do nas.
Nazwana o prostu "Yuna" płyta zawiera 13 piosenek utrzymanej w stylistyce indie popu. I jest to bardzo spokojna, powiedziałbym lekko chilloutowa muzyka, z wybijająca się na pierwszym planie gitarą akustyczną, która buduje atmosferę spokoju i wyciszenia. Producenci płyty (Chris Blade, James Bryan, Pharell Williams, Andre Harris) wywiązali się ze swoich zadań w 100%. Z innych instrumentów przewija się fortepian ("Lullabies"), lekka domieszka elektroniki (m. in. "Favourite Thing"), delikatnie grająca gitara elektryczna (m. in. "Remember My Name"), bębenki ("Decorate"), klaskanie ("Remember My Name" czy "Island"), smyczki ("Islands") i wszędobylską perkusję. Słucając czujemy się jakbyśmy byli na wakacjach albo słuchali pierwszych płyt Coldplay. Dźwięki pięknie się komponują, tworząc bardzo klimatyczną i "ciepłą" atmosferę, pełnej pozytywnej energii. Jednak czasami udaje się zbudować żywsze i bardziej dynamiczne utwory (to zasługa Pharella) jak "Bad Idea" i "See You Go".
Sam głos wokalistki idealnie wkomponowuje się w cały nastrój ... czytaj dalej...
Wszystko dla nich robiłem. Dla dziewczyn, narzeczonych, żon, kochanek. Dla tych, które mnie rzuciły, odeszły – żeby im pokazać, dla tych, z którymi jestem – to samo – zaimponować im, dla tych, na które czekam, marzę, których twarzy jeszcze nie znam – żeby na nie zasłużyć. No wszystko dla nich.